Poprzedni temat «» Następny temat
Bar "Zdechły Jednorożec"
Autor Wiadomość
Giotto Nero
Administrator


Karta Postaci
Relacje

29 Lat

Shadow

Człowiek

Mare Calmo

Moc Przodków


This is reality.

Wysłany: 2016-07-06, 17:11   Bar "Zdechły Jednorożec"
  
Multikonta: Erron Black, Marco Serafino, Rorschach


Tekst alternatywny
_________________
 
Gadu Gadu: 10593558
 
Aurora Toorop
Człowiek


Karta Postaci
Relacje

26

Gamora

Człowiek

wolny strzelec

magia energii


Co jest grane? Piekielne ogary odgryzły wam języki?

Wysłany: 2016-07-08, 19:40   

Aurora była już spóźniona dobre piętnaście minut i chociaż uprzedziła wcześniej szefa o drobnym poślizgu, to nie potrafiła pozbyć się tego wstrętnego wrażenia, że nawaliła. Po drodze układała już sobie w głowie regułkę, którą miała zamiar wygłosić na swoje usprawiedliwienie, kiedy wreszcie dotrze do Zdechłego Jednorożca, ale ostatecznie zrezygnowała z wymówek i postanowiła powiedzieć prawdę. To była w końcu jej wina; zaspała i nie było sensu nawet próbować zełgać w tak błahej sprawie... Podejrzewała, że ten incydent zostanie jej szybko wybaczony, a być może nawet po prostu zignorowany jako, że sam jej szef spóźniał się dość regularnie, racząc wszystkich przy okazji historyjkami o przeprowadzanej przez niego przez jezdnię staruszce, czy przymusie obrania okrężnej drogi dlatego, że czarny kot przebiegł przez tą najkrótszą. Taką miała przynajmniej nadzieję, ponieważ pracowała jako barmanka dopiero cztery tygodnie i naprawdę nie chciała stracić tej roboty. Nie chciała też w żadnym razie nadwyrężyć zaufania jakim ją obdarzono, nie przez taką głupotę jak spóźnienie.
Toorop przyśpieszyła nieznacznie kroku i minęła zgrabnie jakąś parkę, która właśnie zastanawiała się czy wejść do środka, czy też poszukać innego lokalu nieco dalej. Rora bez zastanowienia oparła się tyłem o drzwi wejściowe do Zdechłego Jednorożca i posłała nieznajomym pogodny uśmiech, starając się ich w ten sposób dodatkowo zachęcić.
- Zapraszamy, do 19 załapiecie się jeszcze na czterdziestoprocentową zniżkę na piwo - oznajmiła i nie czekając nawet na ich reakcję, nacisnęła długą klamkę i pchnęła drewno, wpuszczając do baru podmuch świeżego, wieczornego powietrza.
Oczywiście, wślizgnięcie się do lokalu tyłem nie mogło być dobrym pomysłem, ale wcześniej nawet przez myśl jej nie przeszło, aby się obejrzeć. W końcu, kto normalny stałby w progu, czekając tylko aż ktoś przyrżnie mu drzwiami w plecy, prawda? Niestety - o ile w progu nie stał akurat nikt chętny, to kilka kroków dalej zatrzymał się jakiś mężczyzna, który po prostu rozglądał się po pomieszczeniu. Nieświadomy, ale jakże narażony na ryzyko...
Aurora zerknęła przez ramię w ostatnim momencie, by dostrzec nieznajomego. Niestety, czas na działanie miała bardzo ograniczony, więc po prostu poddała się niezawodnemu instynktowi. Chcąc uniknąć zderzenia, dziewczyna skręciła gwałtownie biodra i na palcach wykonała półobrót, omijając przeszkodę tyłem. Manewr ten, co prawda, wyszedł jej całkiem zgrabnie, ale kiedy zrównała się z mężczyzną, otarła się nieznacznie o jego ramię, zwracając tym samym na siebie jego uwagę. Nie chcąc wyjść na mendę, zerknęła na nieznajomego i posłała mu przepraszający uśmiech.
- Wybacz - mruknęła i w pojednawczym geście uniosła nieznacznie dłoń, przyglądając się mu uważniej. Nie była nawet pewna czy przy gwarze rozmów i okrzyków w ogóle ją usłyszał...
Toorop przymrużyła lekko oczy, kiedy w jej umyśle pojawiło się niejasne ostrzeżenie, aby zachować najwyższą czujność. Coś, pomijając jego przystojną gębę, było z nim nie tak. Coś czaiło się w jego oczach, ale nie potrafiła stwierdzić co dokładnie, więc po prostu odpuściła i zniknęła w tłumie, kierując się do baru. Po dziwnym przeczuciu nie było już po chwili śladu, więc znów rozciągnęła usta w pogodnym uśmiechu, witając w ten sposób Meg - trzydziestoparoletnią, wytatuowaną kobietę i jedną z barmanek, która miała dzisiaj siedzieć za ladą razem z nią.
- Cześć, przepraszam, że musiałaś zacząć beze mnie - oznajmiła Rora na wstępie i oparła się obiema dłońmi o solidny blat, by móc nachylić się w stronę znajomej. Megan nie wyglądała na poruszoną tym incydentem, bo pokiwała jedynie głową i machnęła lekceważąco dłonią, przewiesiwszy wcześniej kraciastą ścierkę przez ramię.
- Drobiazg, mała - skwitowała i wróciła do nalewania piwa, a Aurora odetchnęła z ulgą. Wyglądało na to, że dzisiaj nikt nie ma zamiaru jej zwalniać.
Nie czekając na zaproszenie, Toorop minęła bar i przemknęła między obcymi i zabieganymi kelnerkami na zaplecze. Powiesiła torbę i sweter na wieszaku, by spokojnie przewiązać czarny fartuch na biodrach, zakrywając w ten sposób poszarpane, jeansowe szorty i połowę ud. Dobrze, ostatnie czego chciała to idiotyczne komentarze nawalonych klientów... Dziewczyna podpisała się na liście, wpisała godzinę i ruszyła na stanowisko, by użerać się z zamówieniami i nadrobić stracony czas.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Aurora Toorop 2016-07-08, 19:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Erron Black
Człowiek


Karta Postaci
Relacje

30 lat

Lucky Black

Człowiek

Imperium Khana Wielkiego

Portal Zniknięć


Now state your business. Including a reason why I shouldn't kill you.

Wysłany: 2016-07-09, 00:20   
  
Multikonta: Giotto Nero, Marco Serafino, Rorschach


Jeśli chodzi o rozpoczęcie dnia przez Errona, było ono na pewno dużo bardziej udane, aniżeli u naszej słodkiej blondyneczki, która spóźniła się dziś do pracy. Black przez wzgląd na brak zajęć tułał się po mieście już w godzinach porannych, zapoznając się na nowo z klimatem panującym w Nowym Jorku. Pomimo uznawania się za człowieka zaadaptowanego do każdych warunków, w tym ziemskich, trudno było mu przyznać, że ponowne udzielanie się w świecie ludzi było dla niego czymś w rodzaju problemu. Uporczywie wmawiał sobie, że wszystko jest okej, ale w głębi duszy wiedział doskonale, że brakuje mu zapachu siarki roznoszącego się w atmosferze i tych wysokich temperatur, którymi szczycił się wymiar demonów. Było lato na Ziemi, ale nawet to nie wystarczyło, by osiągnąć ten stopień ciepła, o którym tak myślał teraz Black. Niemniej jednak wracając do samego sedna wywodu - nie było źle, a już na pewno nie tak, jak u Toorop.
Kroki zaprowadziły go w stronę baru z dość chwytliwą, a zarazem uroczą i dziwną nazwą "Zdechły Jednorożec". W zasadzie, był tu pierwszy raz, a że Nowy Jork był dosyć spory, nie było w tym nic dziwnego. Niemniej jednak zdołał już wypatrzyć większość większych klubów i pubów w wielkim mieście, toteż znalezienie takiego lokum w tak ruchliwym miejscu, było świadectwem jego słabego rozpoznania w terenie. Martwi najemnicy-tropiciele w grobach się przewracają, widząc tam szkolne błędy.
Pewnym krokiem wszedł do środka, wdychając przed wejściem trochę powietrza. Wyobraził sobie, że jest w jakimś westernie, a to jest ten saloon tak zwany i zaraz zacznie się jakaś jatka, w której on - Lucky Black będzie brał udział. Niestety przeliczył się, gdyż w środku panowała całkiem spokojna atmosfera. Cóż się jednak dziwić - wczesna pora, więc w tych godzinach piją tylko ci, którzy właśnie się rozwiedli. A czy to ze szczęścia, czy ze smutku to już ich sprawa.
Z zamyślenia wyrwała go jakaś niewiasta, która chyba nie z własnej, zamierzonej woli, po prostu wpadła na niego, delikatnie zahaczając o jego ramię. Uznał to oczywiście za przypadek, co od razu puścił w niepamięć wraz z jej skromnymi przeprosinami. Sprawa zmieniła się, gdy jej wzrok stał się nieco bardziej przeszywający, a zarazem pełen obaw. Wyglądała oczywiście dalej tak samo, ale dzięki swojemu nietuzinkowemu talentowi do wychwytywania wszystkich detali, wykrył swego rodzaju niepokój w jej ruchach - czyżby domyślała się, że jest magiem?
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi dla personelu i gdy za nimi zniknęła, udał się od razu do baru, chcąc zamówić sobie coś, czym będzie mógł zwilżyć gardło, które domagało się jakiejś cieczy. Poprosił barmankę o nalanie mu zwyczajnego soku pomarańczowego z dodatkiem lodu, na co pracownica Zdechłego Jednorożca zareagowała dosyć dziwnie, ale cóż się jej dziwić - jest gość w typowym barze i zamawia sok. Polecenie jednak wykonała i już po kilku mniejszych chwilach, miał przed sobą napój o smaku pomarańczowym z kilkoma kostkami lodu unoszącymi się na samej górze.
Wzrokiem powędrował raz jeszcze na drzwi, w których zniknęła blondynka, ale długo nie musiał modlić się o ponowny kontakt wzrokowy z jej pośladkami, gdyż już po chwili wyszła zza drugich drzwi, tych przy barze i chcąc nie chcąc, była teraz na linii wnikliwych obserwacji Blacka - chłopak do tego stopnia się jej przypatrzył, że określił już chyba jej wymiary i ilość godzin spędzonych na siłowni. Albo w łóżku. I to i to bardzo dobrze działa na cerę, kondycję, samopoczucie i na wszystko inne.
- Czy czterdziestoprocentowa zniżka tyczy się też soków? - uniósł lekko brwi, uśmiechając się nieznacznie w stronę zapracowanej blondynki, która wraz z pojawieniem się w barze, przyciągnęła również ze sobą stado spragnionych piwa mężczyzn. Przez chwilę nawet śmiał się, że mógł to być starannie uknuty plan - pokręci się po centrum miasta, pomacha pupą trochę i będą jej jeść z ręki, albo raczej pić, jak już przyjdą za nią tutaj. Śmieszna wizja.
Spojrzał na zegarek przypięty do swojego lewego nadgarstka, a potem na duży i nowy czasomierz zawieszony tuż nad barem, tak by był dla wszystkich widoczny. Spóźnia się o jedną minutę. Ach ten pierdolony perfekcjonizm.
_________________
 
 
Aurora Toorop
Człowiek


Karta Postaci
Relacje

26

Gamora

Człowiek

wolny strzelec

magia energii


Co jest grane? Piekielne ogary odgryzły wam języki?

Wysłany: 2016-07-09, 23:07   

Toorop musiała przyznać, że tego dnia roboty było dosyć sporo. Kilka razy zdarzyło się już wcześniej, że razem z Meg musiały prosić o pomoc przy barze którąś z kelnerek i cieszyła się w duchu, że tym razem jakoś się wyrabiały. To było ich małe zwycięstwo w starciu z dzikim, spragnionym tłumem klientów. Podejrzewała, że sporą część tych ludzi zwabiły do Zdechłego Jednorożca po prostu kuse stroje obsługi, ale jeśli miała być szczera - poza tym, że niewiele zasłaniały, to były bardzo wygodne... Szorty i biała bokserka, a do tego czarny fartuch z logiem lokalu pozwalały się swobodnie poruszać. Poza tym, co najważniejsze, wybór butów był zupełnie dowolny i prawdopodobnie dlatego wszyscy tak cenili sobie tą robotę.
- Poproszę dwa browary - usłyszała, kiedy akurat pochylała się po kufel.
Skrzywiła się, kiedy poczuła na sobie naglące spojrzenie klienta. Nie musiała się obracać, aby wiedzieć, że facet bezczelnie wgapia się w jej tyłek. To nie było nic nowego i chociaż nie była z tego faktu zadowolona, to zignorowała rosnące z każdą sekundą uczucie obrzydzenia i wyprostowała się, by następnie obrócić się do mężczyzny z perfekcyjnym, firmowym uśmiechem. Podała naczynie Megan i podeszła do kasy, by nabić zamówienie.
- Do godziny 19 przysługuje panu czterdziestoprocentowa zniżka na piwo - poinformowała go zgodnie z regulaminem i uniosła spojrzenie, by ostatecznie zatrzymać je na kliencie. Jak na jej gust, był nieco zbyt obleśny by uchodzić choćby na przystępnego. - Czy podać coś jeszcze? - zapytała, siląc się na przyjazny ton.
Facet odchrząknął, wyraźnie wyczuwając w tym pytaniu okazję do flirtu. Oparł się o krzesło i mrugnął do Aurory, ukazując przy okazji reszcie świata swój nieregularny zgryz. Dziewczyna z trudem powstrzymała się, by przypadkiem nie wykrzywić twarzy w grymasie i dzielnie przetrwała tą próbę charakteru.
- Wszystko zależy od tego, czy ty też jesteś w menu, maleńka - odpowiedział, nie szczędząc odrażającej słodyczy w głosie. Nie odpowiedziała mu uśmiechem, a jedynie oparła się dłońmi o blat i nachyliła się nieznacznie, aby lepiej ją usłyszał. Facet również zbliżył się do lady, wyraźnie zadowolony takim obrotem sprawy. Teraz dzieliło ich zaledwie kilkanaście centymetrów.
- Czasy kiedy można było kupić dziewkę w tawernie już dawno minęły - oznajmiła i mrugnęła figlarnie, by następnie nagle spoważnieć. Jej oczy wyraźnie spochmurniały, nadając jej twarzy nieco wrogiego wyrazu. - Teraz mają na to specjalną nazwę. To napastowanie i w tym kraju jest niestety karalne - mruknęła, na pozór rozbawiona i zerknęła znacząco w stronę ochroniarza przy wejściu , aby dać klientowi do zrozumienia, że był to żart zaledwie w połowie. - Czy to wszystko, czy podać panu coś jeszcze? - zapytała, kładąc nieznaczny nacisk na pierwszą część zdania.
Facet najwyraźniej nie był takim idiotą na jakiego wyglądał, ponieważ zrozumienie aluzji nie zajęło mu zbyt wiele czasu. Skrzywił się, ale i tak zamaskował urazę kolejnym, szerokim uśmiechem.
- W takim razie to wszystko, maleńka - odpowiedział, nie rezygnując jednak ze swojej postawy cwaniaka.
Aurora pokiwała głową, wyraźnie zadowolona i odebrała zapłatę za dwa piwa ze zniżką, po czym w tempie rekordowym zrealizowała zamówienie, by jak najszybciej pozbyć się natręta.
Kiedy mężczyzna zniknął w tłumie, Toorop odetchnęła głośno z ulgą i wytarła dłonie w ściereczkę, którą następnie wetknęła do tylnej kieszeni spodenek i obróciła się w stronę kolejnego nieznajomego, którego pytanie jakimś cudem dotarło do jej uszu przez gwar panujący przy barze. Mrugnęła, lekko zaskoczona, widząc znajomą już twarz. Co prawda, gdzieś w między czasie raz czy dwa dostrzegła go przy blacie, ale nie sądziła, że koleś będzie przyglądał i przysłuchiwał się tak wnikliwie jej pracy, by podchwycić rzuconą mu - niczym psu kość - szansę i zagadać.
Rora podeszła bliżej, zerknąwszy wcześniej na Meg, by sprawdzić, czy kobieta sobie radzi. Dopiero wtedy zdecydowała się poświęcić chwilę na odpowiedź.
- To zależy czy w tej szklance jest wyłącznie sok - odparła i na chwilę odstawiła na bok dobre wychowanie, by zatańczyć na granicy bezczelności i sięgnąć po szklankę klienta, naruszając w ten sposób również niejako jego przestrzeń osobistą. Uniosła naczynie do ust, ale zamiast posmakować napoju jedynie zaciągnęła się leniwie jego zapachem, przymykając na chwilę oczy. Jednocześnie Toorop wyczuliła zmysły, starając się wyczuć energię mężczyzny. Wcześniejsze przeczucie nie dawało jej spokoju i kilka sekund później wiedziała już dlaczego. Kiedy otworzyła oczy, czaiły się w nich ulotne iskierki rozbawienia, a wcześniejszy dystans zniknął, ustępując miejsca zwykłej ostrożności. - Niestety... - mruknęła, odstawiając szklankę na blat, tuż przed nieznajomym. - ...zero procentów oznacza zero zniżki - dokończyła myśl, posyłając w kierunku rozmówcy przyjazny uśmiech. Nie wiedząc dlaczego, kiedy już wiedziała z kim ma do czynienia, poczuła wątłą nić sympatii dla przedstawiciela tej samej profesji. Oczywiście, on nie musiał o tym wiedzieć.
- Ale wystarczy tylko słowo i podam coś mocniejszego - oznajmiła, wskazując dłonią półkę za sobą, gdzie piętrzyły się butelki z różnymi trunkami.
Toorop wlepiła swoje ciemne oczy w klienta i czekała na jego odpowiedź, dając mu czas do namysłu.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Aurora Toorop 2016-07-09, 23:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Erron Black
Człowiek


Karta Postaci
Relacje

30 lat

Lucky Black

Człowiek

Imperium Khana Wielkiego

Portal Zniknięć


Now state your business. Including a reason why I shouldn't kill you.

Wysłany: 2016-07-12, 19:35   
  
Multikonta: Giotto Nero, Marco Serafino, Rorschach


Erron doskonale wiedział po swoim przykładzie, jak to bywa z natłokiem pracy i obowiązków. On jednak imał się prac takich, które z własnej definicji były po prostu czasochłonne. Najgorsze w nich jednak było to, że nie można było wyznaczyć stałego czasu pracy. Musiał być w gotowości cały czas: od godziny zerowej, do godziny dwudziestej trzeciej pięćdziesiąt dziewięć. I tak przez siedem dni w tygodniu. Było to męczące, ale jak każda ciężka praca - w miarę opłacalna. Niemniej jednak zlecenie mu przesiadywania w wymiarze ludzi było dla niego zwyczajnym ratunkiem oraz można było to podpiąć pod cechy urlopu. Wszakże jaki jest zakres kompetencji Blacka? Obserwować rząd z ukrycia, rozejrzeć się wśród ludzi ile osób posiada jakiś większy potencjał magiczny, no i ile osób potrafi się magią posługiwać, a przy okazji - jaka jest reputacja demonów na Ziemi.
Ile osób potrafi się posługiwać magią? No właśnie, już w jeden z pierwszych dni pobytu w Nowym Jorku, nie musiał długo szukać po ulicach, czy też odwiedzić siedziby jakiegoś klanu. Całkiem przypadkiem i całkiem przyziemnie trafił do małego baru, konkretniej do "Zdechłego Jednorożca", w którym pracuje urocza blondynka, akurat całkiem w jego typie. Mało tego, jest ona magiem, co da się wyczuć nawet wtedy, gdy się na nią nie patrzy. Emanuje taką mocą, że tylko ślepi, a raczej nie ci, którzy nie mają do czynienia z magią, tego nie zauważą. Dlaczego Erron od razu tego nie zauważył? A no z prostej przyczyny: onieśmieliła go. Widział mnóstwo kobiet w swoim życiu, ale taką jak ona widzi pierwszy raz: nie dość, że śliczna, to jeszcze ma potencjał magiczny. Już kit z tym, że nie dała mu rabatu na sok, tym razem jej to wybaczy.
Właściwie, to spuścił odrobinę gardę, czując się w tym wymiarze jak w jakimś bunkrze. Wraz z postawieniem stopy na ziemi, natychmiast odzyskał uczucie pewności i bezpieczeństwa, którego brakowało mu w Piekle. Złożyło się na to wiele czynników, począwszy od innej kultury, skończywszy na samym fakcie, że tylko 1% populacji ziemian potrafi posługiwać się magią. Być może lekceważył postronnych rzezimieszków czy innych bandziorów, ale od czego ma się cztery spluwy przy sobie?
Z uwagą słuchał błyskotliwej wymiany zdań między obiektem jego westchnień, a jakimś ogrem, który wrócił chyba do czasów dzikiego zachodu, gdy to Brudnego Jacka nie było akurat w Saloonie i można było podrywać barmanki, a potem np. uprowadzić je, ożenić się z nimi w Kazachstanie (tradycyjnie z resztą z użyciem worka) i później bić w usmarowanej tłuszczem koszulce do bicia żony z pilotem w ręku. Jeśli miałby jakoś określić tę wymianę zdań, to z pewnością postawiłby na wyrażenie: "liryczny rozpierdol", gdyż właśnie tak został zmiażdżony ten buc. Biła od niej niesamowita pewność siebie i doświadczenie(?). To było pociągające.
- Więc denaturat byłby dobrą inwestycją... - wydedukował, udając zamyślenie, po czym nieznacznie się uśmiechnął. Może i żart był słaby, ale samo myślenie wcale głupie nie było, wszakże zwyczajowe 90-kilka procent było równoznaczne z podobną temu zniżką. Chociaż z drugiej strony jakie piwo ma 40%, że dostaje się taką zniżkę. Ech... o kant dupy rozbić to wszystko.
Widząc jak wlepia w niego swoje tęczówki, odrobinę poszerzył uśmiech wskazując palcem na karton z kolejnym sokiem, tym razem o smaku malinowym.
- Wystarczy mi inny smak czegoś słabszego. - skwitował krótko, nie siląc się na jakiś szczery i pełny uśmiech. Niemniej jednak nie chciał wyjść na niemiłego, toteż utrzymał kącik ust uniesiony do góry, przypatrując się swojej szklance. Wprawdzie wolał porozmawiać z barmanką, ale przez natłok jej pracy, wolał nie przeszkadzać. To też jakiś osobliwy akt kultury, którym od czasu do czasu umie się pochwalić Lucky Black. Z resztą, jeśli znajdzie chwile, to może (z naciskiem na: modlę się za to w chuj do wszystkiego) tym razem ona zagada do niego.
Tymczasem podchodów ciąg dalszy, kto pierwszy się odsłoni?
_________________
 
 
Aurora Toorop
Człowiek


Karta Postaci
Relacje

26

Gamora

Człowiek

wolny strzelec

magia energii


Co jest grane? Piekielne ogary odgryzły wam języki?

Wysłany: 2016-07-23, 01:20   

Aurora w całym swoim życiu spotkała właściwie niewiele doświadczonych magów pochodzenia ludzkiego, których ilość mogłaby tak naprawdę wskazać na palcach obu rąk (nie licząc oczywiście członków jej własnej rodziny). Łatwiej już było udać się do innego wymiaru, gdzie ponadprzeciętne zdolności były niemal na porządku dziennym, a mocą przesycone było praktycznie wszystko; od najmniejszego kamyka po ostatni listek drzewa. Chociaż... istniało spore prawdopodobieństwo, że tylko ona tak to wszystko postrzegała, i że spory udział w tym miały jej własne zdolności. Niemniej jednak - ostatnimi czasy, starała się unikać magów (ludzkich, czy też nie) jak ognia i dlatego w pierwszym momencie poczuła się lekko zbita z tropu.
Nieznajomy był dla niej zaskoczeniem i - tak naprawdę - miłą odmianą. Dobrze było wreszcie znaleźć się w jednym pomieszczeniu z kimś "obdarzonym " i nie musieć martwić się o to, że może to oznaczać jej śmierć. Być może faktycznie ojciec dał sobie z nią wreszcie spokój. Nie oznaczało to jednak, że Toorop zrezygnowała ze swojej zwyczajowej czujności, bo chociaż ona również opuściła nieznacznie gardę, to miała zamiar mieć na bruneta oko; tak na wszelki wypadek.
- Pewnie tak... - przyznała i odpowiedziała zdawkowym uśmiechem. - O ile zmiana koloru skóry i ślepota by ci nie przeszkadzały, to mogłoby się udać - dodała po chwili namysłu i przewróciła teatralnie oczami. - Ale kto by się tam przejmował drobiazgami - mruknęła niedbale, jakby to faktycznie nie miało wielkiego znaczenia i odchyliła się nieznacznie do tyłu, by omieść spojrzeniem bar.
Na ułamek sekundy przeniosła swoją uwagę na Meg, ale wyglądało na to, że kobieta nieźle sobie radzi. Nic dziwnego... Pracowała w Zdechłym Jednorożcu już niemal pięć lat; z czasem człowiek wyrabia sobie jakąś normę. W tym przypadku poprzeczka ustawiona była wysoko i Rora wątpiła, czy kiedykolwiek dorówna znajomej. Wątpiła zresztą, czy w ogóle zagrzeje tu miejsce na tak długo.
- Sok malinowy, już się robi - odpowiedziała zadowolona (szczęśliwie wyrwana z ponurych rozmyślań), kiedy nieznajomy złożył kolejne zamówienie i obróciła się, by sięgnąć po karton. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na drobny, dyskretny grymas. Sama nie przepadała za tym smakiem i nie do końca rozumiała jak ludzie mogą pić tak słodki napój, nie rozcieńczając go wodą. Nie miała zamiaru mówić tego jednak na głos, i kiedy zgrabnie obróciła się, by postawić szklankę z ciemnym trunkiem na ladzie - po jej konsternacji nie było już śladu. Uniosła kąciki ust w lekko zadziornym uśmiechu, a następnie nabiła kwotę na kasie.
W tym czasie kolejny z klientów podszedł do baru. Tym razem szczęście jej jednak dopisało, ponieważ mężczyzna był zbyt zaabsorbowany wyborem alkoholu i opinią swojej dziewczyny, by rzucać głupie komentarze.
- Dobry wieczór, co podać? - zagadnęła, jak na dobrego pracownika przystało i oparła się obiema dłońmi o ladę. Mimowolnie zerknęła na zegar wiszący nad wejściem za ich plecami. - Jeszcze przez piętnaście minut obowiązuje czterdziestoprocentowa zniżka na piwo - wyrecytowała swoją regułkę, ciesząc się w duchu, że jeszcze tylko kwadrans i będzie mogła przestać to wszystkim powtarzać.
Następna godzina minęła jej dosyć pracowicie. Nie miała zbyt wielu okazji, by zerkać w stronę nieznajomego maga, ale wcale nie musiała tego robić - jego energia wystarczyła, by upewnić ją, że nadal kręci się gdzieś w pobliżu. Toorop mimowolnie zaczęła się zastanawiać na co on tak właściwie jeszcze czeka. Nie pił nic mocniejszego poza sokiem i od dłuższego czasu siedział sam, więc wątpiła, że ktoś jeszcze do niego dołączy. Przyłapała się na tym, że poświęca brunetowi zbyt wiele uwagi i zganiła się za to w myślach. To, że facet posługiwał się magią nie oznaczało jeszcze, że jest o wiele bardziej godny jej uwagi niż jakikolwiek inny klient...
Nie, wcale.
Aurora westchnęła ciężko i wytarła dłonie w ścierkę, którą następnie przerzuciła sobie niedbale przez ramię. Za kilka minut Megan wróci z przerwy i jedna z kelnerek będzie musiała zastąpić Toorop na stanowisku, by ona również mogła wyjść coś zjeść albo odetchnąć świeżym powietrzem.
Wykorzystując kolejny, drobny zastój, dziewczyna rozejrzała się po sali, a następnie sięgnęła po szklankę i nalała sobie soku pomarańczowego. Jej też należała się mała chwila przyjemności. Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo - w następnej chwili chwyciła naczynie i podeszła do nieznajomego, upijając po drodze łyk napoju.
- To jak? Więcej malin? - zagadnęła, posyłając w jego stronę łobuzerski uśmieszek. Wolną dłonią sięgnęła do twarzy i odgarnęła z niej nieznośne kosmyki włosów.
Powinna pomyśleć wcześniej o tym, aby je związać.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Aurora Toorop 2016-07-23, 01:24, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Erron Black
Człowiek


Karta Postaci
Relacje

30 lat

Lucky Black

Człowiek

Imperium Khana Wielkiego

Portal Zniknięć


Now state your business. Including a reason why I shouldn't kill you.

Wysłany: 2016-07-25, 20:19   
  
Multikonta: Giotto Nero, Marco Serafino, Rorschach


Ludzcy magowie byli czymś niezwykle rzadkim, bowiem tylko 0,01% populacji świata umiało się posługiwać magią do tego stopnia, by swobodnie można było nazwać ich czarownikami. Reszta miała albo wyłącznie świadomość jej istnienia, albo mieli wyłącznie niekontrolowane wybuchy energii, albo po prostu nie wiedzieli, że coś takiego na świecie jest i żyli w błogiej nieświadomości, że duchy nie istnieją, że Marvel to science fiction i że nie mogą zginąć we śnie podczas koszmaru. Tak bardzo nieświadomi, tak bardzo narażeni na wszelkie niebezpieczeństwa związane z użyciem magii.
Całe szczęście cały proces używania czarów oraz użytkowania magii był objęty ścisłymi restrykcjami, które nadały rządy każdego kraju z osobna, byleby tylko ograniczyć przypadki paranormalnych zjawisk do minimum. Dość powiedzieć, że władze Stanów Zjednoczonych stworzyły specjalistyczny system rejestrowania wypadków użycia magii i szybkich interwencji, które miały na celu ograniczyć jawność działań magów do minimum. Co prawda magowie nie stali w jednym szeregu obok terrorystów czy innych psychopatów, czyhających tylko na swoje ofiary i możliwość wysadzenia się w wyższych celach, aczkolwiek byli kontrolowani równie surowo i dokładnie, co wyżej wspomnieni zamachowcy. Nie jest tajemnicą w magicznym półświatku, że z pewnością każdy rząd posiada magów na własne rozkazy, którzy tworzą różne oddziały, począwszy od uderzeniowych, skończywszy na inwigilacyjnych. Wystarczy jeden mag, który potrafi wyczuwać skoki magicznej energii i wskazywać ich miejsce, dzięki temu już rząd USA ma wgląd na wszystko co dzieje się z magią. Stąd też wyznaczone tereny dla klanów, gdzie członkowie organizacji mogą swobodnie korzystać ze specjalnych umiejętności.
Podziękował grzecznie za sok malinowy i przeniósł się w jakieś cichsze, mniej rzucające się w oczy miejsce, chcąc swobodnie obserwować cały klimat tego przydrożnego baru. Dzięki temu miał również doskonały wgląd na to, co robi anielica za barem, nie tracąc przy tym z pola widzenia pozostałych klientów i pracowników. Dzięki swoim oczom był w stanie widzieć dużo więcej, właściwie to wszystko co się działo przed nim i to wliczając ważniejsze detale, jak choćby nerwowe drgania rąk wciętych już zmarnowanych życiem mężczyzn. W dodatku, jego wzrok nie będzie teraz jej przeszkadzać w żaden sposób - ona widzi go z oddali, on ma na nią doskonały wgląd i to z tak dużej odległości. Żyć nie umierać.
Kolejne minuty przesiadywania w pubie mijały mu dosyć szybko, miał okazję nawiązać jakąś krótką rozmowę z klientami, raz po raz podchodziły do niego kelnerki, pytając się, czy aby na pewno nie chciałby kolejnej szklanki soku, by następnie od niego się posikać i tak dalej. Cały czas jednak skupiał się na wszystkim wokół - głównie na obserwacji jego ulubionej barmanki, która nie chciała mu dać zniżki na sok. W końcu podeszła do niego, a intensywność magii w powietrzu nasiliła się do tego stopnia, by można było już w stu procentach stwierdzić, że to oni emanują tą cudowną energią.
- Trochę mi za słodko. - zaśmiał się lekko, choć było to całkowicie zgodne z prawdą.
Teraz miał do niej jeszcze lepszy wgląd, gdyż od pasa w dół nie była zasłonięta żadnym blatem czy ścianką, a jedynie kusym obraniem, które ewidentnie było chwytem marketingowym. Szef umie robić biznes, jeśli dziewczyny się tak ubierają, to nie ulega wątpliwości. Z resztą, sam się o tym przekonał, gdy siedział przy samym barze i wysłuchiwał to kolejnych tandetnych tekstów na podryw, których musiała wysłuchiwać blondynka. Paradoksalnie, on wyskoczył tylko z magiczną mocą i pracownica już swoje myśli skupiła wokół niego. Nawet się nie wysilił, a tu zainteresowanie takiej laski, great success.
- Chyba, że dotrzymasz mi przez chwilę towarzystwa. - zaczął spokojnie. - Wtedy się skuszę. - uśmiechnął się kącikiem ust, przesuwając ciało o kilkanaście centymetrów w bok po kanapie, robiąc jej dostatecznie dużo miejsca, w razie gdyby zamierzała skorzystać z jego zaproszenia.
_________________
 
 
Aurora Toorop
Człowiek


Karta Postaci
Relacje

26

Gamora

Człowiek

wolny strzelec

magia energii


Co jest grane? Piekielne ogary odgryzły wam języki?

Wysłany: 2016-07-29, 14:40   

Kiedy jedna z kelnerek minęła Aurorę, ta zawołała ją i chwyciła delikatnie za ramię, by zwrócić na siebie jej uwagę, gdyby gwar rozmów przypadkiem ją zagłuszył. Wskazała dłonią na bar, przy którym właśnie pojawiła się Meg i posłała dziewczynie uśmiech, mrugnąwszy wcześniej konspiracyjnie.
- Mogłabyś wskoczyć na chwilę na moje miejsce? - zapytała, zza fartucha wyciągając ścierkę, by następnie (nie czekając na odpowiedź) podać ją nastolatce. Nie mogła mieć więcej niż 21 lat. Z jakiegoś powodu Toorop nie mogła przypomnieć sobie jej imienia, więc zerknęła ukradkiem na złotą plakietkę na jej bluzce.
Alice...
Kelnerka kiwnęła potakująco głową, ale nie wyglądała na zachwyconą. Nic dziwnego, i tak miała wystarczająco problemów z nachalnymi klientami na sali, żeby jeszcze wysłuchiwać obleśnych tekstów, nalewając im piwo. Zanim dziewczyna zniknęła w tłumie - Rora westchnęła ciężko i znów ją zatrzymała.
- Albo przekaż Jack'owi, że proszę go, żeby ruszył ten swój śliczny tyłek i przez chwilę mnie zastąpił - mruknęła i przyznała sobie w duchu punkt za wielkoduszność, kiedy twarz Alice rozpromienił szeroki uśmiech. Naprawdę upadła aż tak nisko, żeby jej samopoczucie poprawiały dobre uczynki względem współpracowników?
Toorop skrzywiła się dopiero, gdy kelnerka ruszyła na poszukiwania Jack'a. Naprawdę, musiała nad sobą popracować, inaczej zmieni się w ciepłą kluchę z rodzaju tych, których towarzystwa sama wcześniej nie potrafiła znieść... Wywróciła oczami i - przypominając sobie o obecności maga - obróciła się ponownie w jego kierunku, maskując uśmiechem niesmak jaki wywołała u niej ta sytuacja.
- Nie dziwię ci się - przyznała, bo skoro nie stała teraz za ladą, otoczona klientami, mogła powiedzieć wreszcie co myśli. - Nie rozumiem jak możesz pić to paskudztwo. Twoje kubki smakowe musiały się chyba wcześniej znieczulić - dodała i wskazała palcem na jego szklankę, do której sama wcześniej nalała znienawidzonego napoju.
Po chwili jednak posłała w kierunku mężczyzny łobuzerski uśmiech, nie chcąc, by się przypadkiem obraził. Wątpiła, że poleci na skargę do jej szefa, ale nie znała go przecież, a życie wystarczająco wiele razy udowadniało jej, że wszystko jest możliwe.
Nie przeszkadzało jej też, że koleś obrzuca ją od czasu do czasu uważnym spojrzeniem, bo raz - była już do tego przyzwyczajona, a dwa - on sam był niczego sobie i w rewanżu Aurora pozwalała sobie na to samo.
Pokręciła jednak głową, gdy nieznajomy posunął się na kanapie. Obsłudze nie wolno było spoufalać się z klientami, bez względu na to jak przystojni byli i jak bardzo kusili wspólną rozmową. To było wbrew regulaminowi i etyce zawodowej, cokolwiek można było przez to rozumieć.
- Wybacz, ale właśnie mam przerwę i chcę się przewietrzyć - oznajmiła, uzasadniając tym swoją odmowę. Nie musiała tego robić, ale nie chciała wyjść przypadkiem na jędzę. Kto wie, może się jeszcze kiedyś spotkają w innych okolicznościach i okaże się, że lepiej było zachować się względem niego przyjaźnie. Życie to suka i wyjątkowo lubi odpłacać się za złe uczynki.
- Ale jeśli naprawdę tak łakniesz mojego uroczego towarzystwa... - urwała, by zaśmiać się pod nosem na absurdalność własnych słów. - ...to będę w bocznej alejce, na zewnątrz - mruknęła i ruszyła w stronę baru, żegnając wcześniej maga luźnym salutem.
Nie obróciła się za siebie, chcąc jak najszybciej przemierzyć odległość jaka dzieliła ją od zaplecza. Dopiero, gdy znalazła się za drzwiami, odetchnęła z ulgą (wreszcie nie musiała szczerzyć się do wszystkich klientów) i upiła łyk soku, który następnie odstawiła na stolik, by wyciągnąć z torby paczkę Marlboro i zapalniczkę.
Czas nakarmić raka.
Toorop wyszła przez boczne drzwi na uliczkę i odsunęła się na bezpieczną odległość od kontenerów na śmieci. Co prawda, były teraz zamknięte, ale wolała nie ryzykować, że jakiś zapach przypadkiem dotrze do jej nosa i zepsuje jej nastrój na resztę wieczoru. Nie czekając więc dłużej - odpaliła papierosa i zaciągnęła się dymem, przymykając leniwie powieki. Stała tak chwilę, opierając się o ścianę budynku i ciesząc się chwilą przerwy od hałasu, póki nie usłyszała czyichś szybkich kroków. Nie dobiegały od strony ulicy, więc Rora otworzyła gwałtownie oczy, opuszczając dłoń z papierosem luźno, wzdłuż boku.
Intruz zatrzymał się kilka metrów od niej, więc mogła się mu dokładniej przyjrzeć. O kilka rozmiarów za duża bluza i kaptur przysłaniały jego sylwetkę oraz twarz. Garbił się i ciężko oddychał, nerwowo poszukując czegoś w przedniej kieszeni okrycia.
Aurora zmrużyła podejrzliwie oczy, napinając mięśnie w gotowości. Koleś nie był magiem, ale nie oznaczało to, że nie stanowił dla niej żadnego zagrożenia, tym bardziej, że sekundę później wycelował w jej stronę broń.
Zastygła w bezruchu, nie chcąc sprowokować mężczyzny do ataku i otaksowała go uważnym spojrzeniem.
- Dawaj kasę - burknął ochryple i splunął w bok, potrząsając dłonią, którą zaciskał na pistolecie. Tylko tego brakowało!
Toorop przełknęła głośno i rozejrzała się w poszukiwaniu jakichś gapiów. Teoretycznie mogła raz dwa poradzić sobie z napastnikiem, ale żeby zbliżyć się do niego wystarczająco szybko, musiałaby użyć magii, a tego chciała uniknąć. Zastrzyk energii mógłby zwabić do niej nieproszonych gości.
- Nie mam nic przy sobie - odpowiedziała spokojnie, unosząc obie dłonie w obronnym geście.
- Łżesz! - ryknął, gwałtownie ściągając sobie z głowy kaptur. Jego zapadnięte kości policzkowe, sińce pod oczami i rozbiegane spojrzenie nie pozostawiały żadnej wątpliwości, że dziewczyna ma do czynienia z ćpunem. - Potrzebuję kasy!
- Okej, rozumiem - mruknęła i przygryzła wargę, analizując tą beznadziejną sytuację. Póki jednak nikogo nie było w pobliżu, mogła sobie z tym poradzić. - Tylko odłożę papierosa, dobrze? - zapytała, ale nawet nie zaczekała na odpowiedź, tylko powoli kucnęła, kładąc fajkę na jakiejś porzuconej cegle. Adrenalina powoli rozlewała się w jej ciele, a ten manewr dał jej kolejne cenne sekundy na rozmyślenia. Facet nie spuszczał z niej wściekłego spojrzenia.
Jego uwagę na chwilę odwrócił jednak odgłos kolejnej pary stóp, która niewątpliwie zbliżała się w ich kierunku. Aurora nie miała czasu zerknąć przez ramię, ponieważ nie chciała ryzykować, że coś stanie się przypadkowemu przechodniu. Zresztą, nie musiała tego robić, ponieważ natychmiast rozpoznała tą energię. Niestety, ćpun już wycelował broń w intruza, wiec Aurorze nie pozostawało nic innego jak tylko rzucić się do przodu i przyjąć na siebie pocisk wymierzony w maga.
Z pomiędzy jej warg wyrwało się coś na podobieństwo wściekłego okrzyku, przesyconego bólem, gdy pocisk przeszył jej ramię, przywołując falę niechcianych emocji. Dziewczyna warknęła ponownie, przyciskając na moment dłoń do krwawiącej rany, ale wystarczyło tylko zerknięcie na przerażonego ćpuna, który powoli wycofywał się w głąb uliczki i odgłos kolejnego, wystrzelanego pocisku, by jej umysł przeszedł w stan najwyższego skupienia. Napastnik opuścił w panice swoją broń, a Toorop wyciągnęła zranioną dłoń, by w ułamku sekundy wytworzyć tarczę, która miała za zadanie zatrzymać wymierzoną w jej przeciwnika kulę. To był impuls, ponieważ wolała narazić siebie na konsekwencje niż pozwolić, aby ten dzieciak zginął przez własną głupotę.
Nie czekając dłużej, pokonała dzielącą ją od ćpuna odległość i wymierzyła mu porządnego sierpowego z dodatkiem magii, który powinien bez problemu pozbawić go przytomności. Ten manewr nie stanowił teraz większego wyzwania, ponieważ dzieciak przeskakiwał zeszklonym wzrokiem od niej, do czarownika i na odwrót, nie skupiając się na nikim konkretnie. Dopiero wtedy Rora porzuciła tarczę i zaklęła siarczyście, w języku demonów, by następnie oprzeć się o pobliską ścianę i przyjrzeć się lepiej ranie na lewym ramieniu. Wyklinała dalej, nie zwracając kompletnie uwagi na towarzysza, który kręcił się w pobliżu. Naprawdę, tego jej tylko brakowało!
- Zajekurwabiście - wycedziła przez zęby i syknęła, kiedy pod jej dotykiem ręka zapulsowała boleśnie. Najwyraźniej adrenalina przestawała powoli działać, wiec uniosła oczy ku niebu i przymknęła powieki, zaciskając też zęby. To pomogło... Przez chwilę.
Wściekła Toorop przypomniała sobie nagle o papierosie. Podeszła powoli do cegły, na której go zostawiła i chwyciła fajkę między palce zdrowej dłoni, by następnie przysiąść na resztce muru i zaciągnąć się dymem. Lewą dłoń parła na kolanie, pozwalając by krew ściekała po jej łokciu na ziemię.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Styl został dostosowany do przeglądarki Chrome. Styl oraz wygląd forum zostały zaprojektowane przez Mort'a. Wszelkie prawa zastrzeżone.